gangrena

pamiętam to zimne spojrzenie
w kolorze spranego błękitu
słowa ubrane w czapki
biegały mi po głowie

karzeł obraził się i odszedł
opustoszały myśli
z twarzy spłynęła oczywistość
rodząc kałuże drwin

nie do śmiechu bywalcom szczęścia
świat w biskupim odcieniu
nie ma łez nie ma tła
ale próbuję malować

to jest jak twój poranny uśmiech
w lekko niedogotowanej kuchni
obrany z uczuć podgrzany
bez pieprzenia


marekg

Średnia ocena: 7
Kategoria: Inne Data dodania 2019-05-20 23:55
Komentarz autora:
Napisz wiadomość Dodaj do listy znajomych Strona glówna < marekg > < wiersze >
beckett | 2019-05-22 23:11 |
p_s potwierdza swój analfabetyzm
Ja2 | 2019-05-21 19:55 |
Mocna końcówka. ,,Słowa ubrane w czapki biegały mi po głowie'', ten zwrot jest bardzo ,,świeży''.
p_s | 2019-05-21 17:24 |
fantastyczny trzeci i czwarty wers; obrazowo malujesz chwile... a jest ich w utworze multum...
beckett | 2019-05-21 08:31 |
No uśmiałem się niesamowicie. Szczególnie z:"słowa ubrane w czapki biegały mi po głowie", jak z kabaretu.
Brak komentarzy
Aby dodać komentarz zaloguj się
E-mail Hasło Zarejestruj się