Nadzieja

Szedłem drogą, tępo patrząc
Jak się zbliża brama piekieł
Przerażony świadomością
Że nic w tym jeszcze nie zmieniam

Szedłem płacząc bezsilnością
Chociaż mogłem też się cofnąć
Szedłem dalej, coraz głębiej
W niej zahipnotyzowany

Otwarte rany, na nich sól
Pokuta za błędy życia
I droga pusta, bezkresna
Czarnym krajobrazem końca

Lecz zaraz, cóż to za promyk
Moje ostatnie światełko?
Zboczyłem z tego kursu
By zbadać we nowe zjawisko

Zaintrygowany znakiem
Ujrzałem piękną twarz anioła
Lecz hipnoza była mocna
Długo trwał mój trans nieszczęścia

W czarne serce, pełne smutku
Wkradło się ciepełko dziwne
Nowe doznanie poza trasą
I już cały czas w mojej głowie

Nagła fala, jak tsunami
W tę noc rozbłysków na niebie
Dała zrozumienie sensu
Nową drogę pokazała

Jeśli nie rozumiesz tych słów
To już Śpieszę z tłumaczeniem
Poznałem miłość prawdziwą
I niech się nigdy nie kończy


Baniak_Słów

Średnia ocena: 8
Kategoria: Życie Data dodania 2019-02-12 01:28
Komentarz autora: Prosto z serca przyjaciele
Napisz wiadomość Dodaj do listy znajomych Strona glówna Baniak_Słów < wiersze >
Viasyl | 2019-02-12 18:05 |
To z serca gratuluję... :-)
Henryk_Konstanty | 2019-02-12 10:09 |
Tańczący ze szczęściem
mmm | 2019-02-12 04:04 |
Biegnący boso po fali...szczęścia
Brak komentarzy
Aby dodać komentarz zaloguj się
E-mail Hasło Zarejestruj się