Mrok

patrzę w lustro
pełne rys
pęknięć
każde jak cierń
który wbiłem w siebie
patrzę na swoje dłonie
drżą jak u starca
jakby z wysiłku
jakby dość miały nierównej walki
próbując gorączkowo pochwycić
cokolwiek
co pomoże
choć trochę

patrzę niżej
przepaść
przytłaczająca ogromem
ponura przepaść
rozpościera się przede mną
pode mną
mroczne macki sięgają
opływają
oplatają mnie
szepczą
obiecują
przyciągają
już tylko ból
tylko pustka
znów płaczę
czarne łzy
formują czarną rzekę przepaści
nie chcę już
nie mam siły się opierać

sam jestem słaby
moja nadzieja odeszła
mrok znowu wygrywa
mała iskierka
której kurczowo się trzymałem
przygasła jakby
odpłynęła
opuściła mnie
a z nią wszystkie pozostałe
a może to ja
jestem coraz słabszy
może to ja przestaję widzieć
a one wciąż tam są
wciąż próbują
przebić się przez mrok
dać mi choć trochę swojego światła
którego nie chcę już widzieć
tylko mrok
tyle tylko potrafię dać
a one jednak świecą
mimo wszystko
(19.08, 10.09.2018)


SławekWu

Średnia ocena: 8
Kategoria: Inne Data dodania 2018-09-12 10:55
Komentarz autora:
Napisz wiadomość Dodaj do listy znajomych Strona glówna < SławekWu > < wiersze >
Ziela | 2018-09-12 15:20 |
Długi i wartościowy !! 5
Brak komentarzy
Aby dodać komentarz zaloguj się
E-mail Hasło Zarejestruj się