Pantomima

Czy to jest uśmiech
na krzywych ustach
czy drwina?
Dłonie kurczowo trzymają pustkę
już się zaczyna.
Patrzę wstrzymując dech.
To pantomima
scena aktorów trzech.

Ich dwoje i ja
na widowni talerzu.
To dla mnie ta gra?
Trudno jest w to uwierzyć.
Czy grają oni, czy ja?
On dwornie się skłania
a ona zła,
przed miłością się wzbrania.

On o względy zabiega.
Tańczy, lawiruje
aż miło.
Kwiaty wręcza, po rączkach całuje...
Nagle wszystko ożyło!
Ona mu rękę dała.
Udaje miłość?
Fałszywa kokietka mała.

Potem biała twarz,
piołun zamiast krwi.
Jego śmiech.
Ona zakochana a on drwi
i patrząc mi w oczy
serce jej wyrywa.
Zbyt gorzki kwiat.
Samotna łza z oka mi spływa.

Nagle błysnęło światło
oczy poraził blask.
Wtem brawa.
Składanych krzeseł trzask.
Nie jestem sama?
Kwiaty na scenę padają?
Rzecz niesłychana!
Aktorzy się kłaniają.


Ika

Średnia ocena: 7
Kategoria: Inne Data dodania 2005-09-20 15:29
Komentarz autora:
Napisz wiadomość Dodaj do listy znajomych Strona glówna < Ika > < wiersze >
Aby dodać komentarz zaloguj się
E-mail Hasło Zarejestruj się