Requiem dla snu
Nie mam sił być ciągle męczyć się,
i w psychice ścierać nowe myśli,
jak ze starej tablicy,
z kredy czarnej nieudolne rysunki.
Biegnę już do apteki,
proszę dawkę tabletek na sen,
tak dużo by starczyło na wiele nocy
bo nie mam zamiaru obudzić się tej pierwszej.
Dziś w pokoju spać będę sam,
boję się tej pustki która ma mnie otaczać,
przewracam się z boku na bok
dzisiaj przyśni mi się tylko sen na jawie.
Do księżyca wyje znów,
w oknie siedzę z papierosem w ręce
w ciszy tej słyszę jak się goi
nowej rany popiół szary.
Telewizor w kącie szumi,
chore postacie jak z filmu bez słów,
szukają sensu w nicości bez sensu,
myślą że to przeznaczenie ich.
Requiem dla snu zagrają mi,
nocne demony mózgu burzy,
ukołyszą do snu wiekuistego,
i zatańczą nad skamieniałym mną.
Negatyw
|