Wstaje, zachodzi, wstaje zachodzi...
wcale mi potrzeba jej miło¶ci i uczucia
wstaje, zachodzi, wstaje zachodzi, niezmiennie...
nie rozumiem ¶piewu ptaków każdego ranka
czemu trudz± się tak głupie? wszystko daremnie
ich codzienne rytuały - wielka zagadka
wstaje, zachodzi, wstaje, zachodzi, niezmiennie...
nie pojmę heroicznego wysiłku mrówek, całych tysięcy
swojej królowej oddanych i służ±cych wiernie
...
z bardzo ciężkiej pracy do jeszcze cięższej nędzy
wstaje, zachodzi, wstaje, zachodzi, niezmiennie...
życie bezdomnych ci±gle na włosku wisi zadartym
chełpi się zależno¶ci± scięt± bezpowrotnie
błysk wolny puszcza, zewsz±d niestety obdarty
wstaje, zachodzi, wstaje zachodzi, niezmiennie...
sztuka ptactwa, mrówcza praca, życie bezdomne ,
pozbawione sensu, w idealno¶ć się zmienia
umysły stręczy na nieskażitelno¶ci chłonne
arkadyjskich kr±gło¶ci wyjętych spod cienia
wstaje, zachodzi, wstaje, zachodzi, niezmiennie
m± krew podgrzewa tylko miło¶ć... potajemnie
Michał Borko¶ Borkowski
|