Degrengolada

zwarjuję, kiedyś to pewność, siwy blask wciąż widzę
smętnie żyję, nie wiem po co wstaję codziennie rano
parskam uszczypliwie jak szakpa, ciągle szydzę
gromadzę w sobie złośliwość, przepraszam mamo...


nie okazuję szacunku, poniżam ludzi,
stracę się kiedyś swoją życiową piękną traumą
wyschnę jak poranna herbata się ostudzi
gromadzę w sobie złośliwość, przepraszam mamo...


ze mnie zoil, gorszy starych zbutwiałych tetryków
brzydzę się rasy sapaczy, bo - ja - oni to całkiem to samo...
zapadłbym chętnie w snu brata, ale zuchwale bez krzyku
gromadzę w sobie złośliwość, przepraszam mamo...


zawsze chciałaś żebym był życiowym szczęściarzem
podkładałaś gołą dłoń pod mą dupę osraną
odpłacam troski skrajną głupotą i zuchwalstwem
gromadzę w sobie złośliwość, przepraszam mamo...


uśmierciłbym poł istnień w imię własnej miłości
ale i te dążenia jak wszystko inne we mnie wyblakną
na życzenie nieszczęśliwy z natury skłonności
gromadzę w sobie złośliwość, przepraszam mamo...



Gniezno, 5.10.2005


Michał Borkoś Borkowski

Średnia ocena: 6
Kategoria: Życie Data dodania 2005-10-05 18:40
Komentarz autora:
Napisz wiadomość Dodaj do listy znajomych Strona glówna < Borkoś > < wiersze >
Aby dodać komentarz zaloguj się
E-mail Hasło Zarejestruj się