od rzeczki dzieciństwa

na miasta obwodnicy
przystanęłam
to kolejne w mojej wędrówce
na przełaj świata

w plecaku
gdzie jak raki gotowane
rubinowe trzy czwarte
porcięta godne dziecka
zabrały z łąki motyle
i pamięć przeprawy
przez Marózkę
a zwiewna jak mgła
kiecuchna ukwiecona
kąkolem rumiankiem chabrami
wiatrem wszechobecnym podpięta
leży na dno ciśnięta
pod parą butów
traperskich
jest i stary kompas
z pękniętym szkiełkiem
nieomylnie wskazuje kierunek
z którego nadchodzą straceńcy

noc podwozi mnie Małym Wozem
pod aulę Leopoldyńską
skąd westchnienie
jedności światów
napełnia po brzeg
rozdygotane flakony
oczekujące kwiatu
kobierzec czerwony
pod nieboskłonem bogów
wspartym na sponsorskich filarach
jak chwile ulgi
od ślęczenia nad klawiaturą
w ćwiczeniu gam
przez anonimowych filantropów

świt budzi
wśród niedokończonej
opery partytur
i dopisuje arie na specjalne okazje
i dni powszednie
dziękczynienie złożone
zamyka cukiernice
neobarokową

Ewa STEWCIA Bawolska